EDYCJA II  (17.02.2011)

 

EDYCJA I  (23.09.2010)

 

23 września 2010 r. odbyła się w Urzędzie Miasta Krakowa uroczystość wręczenia medalu „Niezłomnym w Słowie”. Kapituła medalu w składzie: Krzysztof Budziakowski, Krzysztof Bzdyl, prof. Zbigniew Chłap, Leszek Długosz, Leszek Elektorowicz, Mieczysław Gil, Wojciech Grzeszek, Stanisław Handzlik, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Marek Lasota, Adam Macedoński, Wojciech Marchewczyk, Bogusław Sonik, Grzegorz Surdy wręczyła kilkadziesiąt medali dla drukarzy i kolporterów z lat osiemdziesiątych. Wśród wyróżnionych znalezli się koleżanki i koledzy z Stowarzyszenia NZS 1980:

Artur Dmochowski, Marek Domagała, Una Gurawska-Mach, Krzysztof Gurba, Leszek Jaranowski, Zdzisław Jurkowski, Jerzy Mielniczuk, Sławomir Onyszko, Dariusz Piekło, Józef Ratajczak, Jan Polkowski, Dariusz Rupiński, Krystyna Sadowska, Marek Sadowski, Jerzy Szmid, Aleksy Leszek Śledź, Dariusz Walusiak, Artur Wroński, Paweł Zechenter, Jerzy Zięty, Jacek Płaza.
 

ze środowiska akademickiego:
Jakub Bodziony, Grzegorz Ciepły, Janusz Cieślik, Fryderyk Czerwiński, Andrzej Długosz, Jacek Drosio, Wojciech Frazik, Grzegorz Fimowicz, Jan Gębski, Grzegorz Hajdarowicz, Jacek Hamela, Artur Jarosz, Jarosław Kałuża, Grzegorz Kopeć, Marian Kozielski, Andrzej Kuchno, Zdzisław Kuzar, Dariusz Leśniak, Janusz Markiewicz, Paweł Markiewicz, Jacek Mądry, Anna Mielniczuk, Mariusz Moszkowicz, Jacek Nalepa, Jacek Naumann, Marta Piróg – Smoluch, Tomasz Placek, Mieczysław Pyzio, Jerzy Roś, Jacek Sanocki, Teresa Uryga-Sobol, Dariusz Warpas, Andrzej Wszołek, Piotr Zawiślak

W czasie uroczystości list gratulacyjny od Stowarzyszenia NZS 1980 odczytał Grzegorz Surdy:

Szanowni Państwo
Spotykamy się dzisiaj aby podziękować Państwu za działalność na rzecz wolnego słowa w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Z inicjatywy Wojciecha Marchewczyka, Stowarzyszenia NZS 1980 i Stowarzyszenia Solidarni dla Niepodległości Kapituła medalu „Niezłomnym w słowie” przyznała Państwu to wyróżnienie aby współczesne pokolenia wiedziały, że bez Waszego poświęcenia nie byłoby wolnej Polski. Od dwudziestu lat rządzący nie chcą Wam przyznać racji. Społeczna inicjatywa Krakowskiego Komitetu Krzyża Solidarności czy też dzisiejsze spotkanie to dopiero początek naszej pracy na rzecz przypomnienia prawdziwego oblicza walki pokolenia Solidarności z dyktaturą komunistyczną. Konieczne dzisiaj jest zadbanie o przyszłość byłych działaczy antykomunistycznego podziemia. Dzisiaj często chorzy, bez środków do życia nie mogą otrzymać pomocy od wolnej Polski. Bez ustawy o świadczeniach kombatanckich dla pokolenia walki z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, nie możemy zakończyć naszej działalności. Zrobiliście już bardzo dużo, nie ustawajcie jednak w pracy na rzecz tych z nas, którym się nie udało lub żyją zapomniani.
Składam gratulacje za otrzymane wyróżnienie będącym nadzieją na solidarność Polski z najlepszymi z Nas.

 

 

Niezłomnym w słowie...

Ten gest jednoczy chyba Wszystkich? Wszystkich dobrej woli. Z inicjatywy małopolskiej „Solidarności” (najkrócej ujmując) postanowiono dać wyraz wdzięczności i pamiętania. Tym, którzy w czasie PRL, w stanie wojennym zwłaszcza, przyczynili się do obiegu wolnego słowa (syntetycznie sprawę określając). Nie jest to tym razem gest kierowany w stronę autorów, redaktorów, ale wobec Tych, których zaangażowanie i praca przyczyniły się do tego, że akurat to "Słowo Podziemne" (wyraziciel określonej informacji i idei) mogło istnieć w przestrzeni publicznej. By nielegalne, w konspiracji, mogło docierać do społeczeństwa.

 

Powołano kapitułę odznaczenia tak właśnie nazwanego: „Niezłomnym w słowie”. Kanclerzem owej Kapituły mianowano Mieczysława Gila. Jego kompetencji i zasług w tym akurat też zakresie nie muszę chyba przywoływać. W czwartek w sali posiedzeń Rady Miasta odbyła się uroczystość nadania odznaczeń. Pierwsza taka uroczystość, bo od razu dodam, że zaproszono dopiero część z owej listy osób zasłużonych. Niemałe przecież „podziemne regimenty” w Regionie „S” zaangażowane były w tę robotę. W redagowanie, drukowanie, kolportowanie, magazynowanie i wszelkiego rodzaju „roznosicielstwo bibuły”.

 

Uroczystość była tyle podniosła, co i zwyczajna, serdeczna. Jak to po latach na tego rodzaju spotkaniach bywa. Wspominano, żartowano, cieszono się z ponownej obecności, zgłaszano uwagi, zarzuty, wytykano błędy. Pokrzepiano się wiarą, że jeszcze nie ustajemy! Kto wie, czy znowu nie będziemy potrzebni?

 

Jako członek Kapituły (co przyjąłem jako zaszczytne wyróżnienie), do gratulacji płynących w stronę Odznaczonych parę też zdań dołączyłem. Pracując tyle już lat „w słowie” (w najrozmaitszej postaci przekazywanym), chyba mam właściwe poczucie jego siły. To wiem i czuję - ile można przekazać słowem. Obudzić, dotknąć, otworzyć, skrzyknąć, wzruszyć, zmobilizować, podburzyć... Wiem, jakim mocnym, a zarazem delikatnym instrumentem (i bronią!) może być celnie użyte słowo. Czułym i raniącym w każdym indywidualnym przypadku, ale i w zbiorowej funkcji. Lecz, kiedy już ktoś je ustanowi, zapisze, zarejestruje, rodzi się potrzeba, aby "ktoś" z tym posłaniem poszedł dalej. Aby to słowo, przynosząc prawdziwe informacje, mogło budzić samodzielne osądy i uczucia... Ktoś je więc musi poroznosić. I trzeba to było czynić w ukryciu, pod groźbą kar i utraty wolności. Przecież się znalazły „rzesze pracowników”!

 

Choć późno, bardzo późno - dobrze, że wreszcie i o Nich pomyślano. Że zazwyczaj anonimowi, sami nie goszczący na łamach, wreszcie mogą te podziękowania usłyszeć. Jesteśmy Wam wdzięczni.

 

Nikt nie obalił „komuny” w pojedynkę. Nie zrobiła tego żadna Pierwsza Linia, żadne grona ekspertów i rzeczoznawców. Choćby nie wiadomo kto i co sobie przypisywał, jakie rangi i zasługi wyliczał. Stało się to z pomocą i z mocą milionów. Które, zjednoczone, wsparły i tak się za Sprawą opowiedziały. Ta wielka „od dołu robota” sama się nie dokonała. Ktoś ją musiał podpowiadać, koordynować, roznosić... Działo się tak, jak to i w domach jest - na reprezentacyjny salon pracuje całe zaplecze. Albo podobnie jak w teatrze; więc i w tym w Wielkim Teatrze Historii się dzieje... Sprawę firmuje Fasada, Pierwsza Reprezentacja, to nieuniknione. Z czasem kreowane są „symbole, legendy, bohaterowie”... Owi główni aktorzy Historii. Ale po to, żeby akcja mogła się dokonać, na zapleczu, za kulisami, musi trwać cicha, niewidoczna robota. Ktoś na dalekim, całkiem niewidocznym planie, bez nazwiska, trzyma przysłowiowy sznurek, dostarcza przysłowiową karteczkę, w odpowiednim momencie przekręca kontakt. Jest tam, na tym miejscu. Bez tych „łączników” nie wyszłoby nic. Nic by się nie udało. Tym wszystkim więc "dyżurnym" - wydawcom, drukarzom, transportowcom, magazynierom, roznosicielom, tej całej Branży Bezinteresownych Idealistów, ludziom dobrej woli i mocnej wiary, niech będzie to głośno powiedziane: pamiętamy. I jesteśmy Wam wdzięczni. A gdyby to ode mnie zależało, i gdyby mnie stać było, to do wręczanego medalu dołączałbym na przykład po flaszce porządnego szampana! Albo i po jakiej atrakcyjnej wycieczce? Byłoby przyjemniej?

 

Leszek Długosz